Nowa
Przygotowalismy druga wersje projektu. Dziekujemy za uwagi i wskazowki, ktore pomogly nam w tej pracy. Dokument mozna pobrac stad.
Propozycja zakłada zespolenie dwóch zawodów: adwokata i radcy prawnego w jeden nowy zawód adwokata. Dotychczasowe dwie korporacje zawodowe tworzą jeden nowy samorząd zawodowy adwokatów.
Zgodnie z projektem państwo organizuje kompetencyjny egzamin prawniczy (KEP) sprawdzający zarówno wiedzę, jak i umiejętności. Osoby, które uzyskają wymagane minimum punktów, mogą przystąpić do korporacji zawodowej adwokatów.
Projekt eliminuje utrudnienia w dostępie do zawodu adwokata: przystąpienie do egzaminu kompetencyjnego nie wymaga odbycia formalnej aplikacji, praktyki ani szkolenia. Uzyskanie pełnych uprawnień do reprezentacji wymaga jednak odbycia rocznego kursu praktycznej nauki zawodu adwokata, organizowanego przez izby adwokackie już po zdaniu kompetencyjnego egzaminu prawniczego.
Ustrój nowej adwokatury opiera się na znacznie większych i silniejszych niż dotychczas 11 izbach adwokackich (obecnie 24). Zunifikowana adwokatura jest samorządna i niezależna od państwa.
Sądownictwo dyscyplinarne w pierwszej instancji należy do korporacji, a w drugiej do sądów powszechnych (11 sądów apelacyjnych) orzekających w składach mieszanych (dwóch sędziów zawodowych + jeden adwokat). Sąd II instancji weryfikuje orzeczenia sądu I instancji co do ustaleń faktycznych i prawnych. Przysługuje skarga kasacyjna do Sądu Najwyższego.
Projekt wprowadza instytucję zawodowych rzeczników dyscyplinarnych. Adwokaci wybrani przez Naczelną Radę Adwokacką na stanowisko rzecznika dyscyplinarnego nie wykonują zawodu i kierują biurem rzecznika.
Dodatkowo projekt zakłada możliwość wykorzystania pewnych jego elementów w reformie innych zawodów prawniczych: np. sędziowskiego, notarialnego, prokuratorskiego, referendarskiego (zastąpienie egzaminów wstępnych na aplikacje kompetencyjnym egzaminem prawniczym).
Our online pharmacy is the perfect resource for people to get their drugs without any hassles or awkwardness. buy cialis We work hard to make sure you save money every time you shop with us. buy levitrabuy soma At our online store, you pay less and get more. buy viagra
October 10th, 2007 at
He, he, widzę, że koledzy nie przestają autopromocji. Nie ma to jak poczytać swoje nazwisko w gazetach. A metoda jest niezła. Przecież płodzić nowe wersje tego poronionego pomysły mozna co kilka miesięcy, w nieskończoność.
Rok 2030: Fundacja Nowa Adwokautra przedstawia kolejną, poprawioną i uzupełnioną wersje projektu reformy zawodów prawniczych - po długich i rzeczowych konsultacjach tym razem postanowiono połączyć zawód adwokata z zawodem mleczarza, maszynisty i leśniczego. Lasy Państwowe wstępnie wyraziły swe zainteresowanie. Powodzenia!
October 10th, 2007 at
A jakieś konkretne uwagi?
October 10th, 2007 at
“Uzyskanie pełnych uprawnień do reprezentacji wymaga jednak odbycia rocznego kursu praktycznej nauki zawodu adwokata, organizowanego przez izby adwokackie juŜ po zdaniu kompetencyjnego egzaminu prawniczego.”
- oczywiście na koszt kandydatów. Trzeba by ustalić sposób ustalania tego kosztu jednolity dla całego kraju. Opłata powinna uwzględniać to, że kandydat świadczy pewne usługi na rzecz Izby i wymiaru sprawiedliwości, o czym niżej.
“Uzyskanie uprawnienia do reprezentacji w sytuacji opisanej w ustępie 2 wymaga odbycia rocznego kursu praktycznej nauki zawodu adwokata.”
- konieczny limit czasowy, że rozpocząć praktykę można w okresie nie dłuższym niż np. 3 lata od zdania KEP.
“sprywatyzowanie równieŜ meritum egzaminu jako usługi na rzecz państwa świadczonej przez wyłonionego w przetargu wykonawcę działającego pod nadzorem Ministerstwa.”
- kiepsko to widzę. KEP - mógłby być po prostu egzaminem kończącym studia magisterskie z prawa, organizowanym przez wydziały prawa pod ścisłym nadzorem merytorycznym ministerstwa i z udziałem przedstawicieli samorządu adwokackiego. Kto obleje, otrzyma dyplom ukończenia studiów z tytułem magister, ale bez tytułu adwokat. Będzie on podstawą dopuszczenia do KEP w latach następnych. O ile się nie mylę podobny egzamin kończy studia prawnicze w RFN. Zaletą takiego modelu jest możliwość oparcia całego procesu na wysiłku instytucji akademickich i korporacyjnych z pozostawieniem państwu wyłącznie nadzoru w interesie publicznym (MS opracowuje pytania, sądy administracyjne rozpoznają skargi).
“A. Zajęcia (co najmniej 180 godzin w ciągu 12 miesięcy)”
- to oznacza 3,5 h w tygodniu
“B. Praktyka w sądzie (w sumie co najmniej 40 dni roboczych w ciągu 12 miesięcy)”
- czyli średnio 1 dzień w tygodniu (bo trzeba odliczyć jakieś wakacje, choroby, wyjazdy itp.)
Substytucja - średnio 2 razy w miesiącu.
“Praktyki w sądzie organizuje Izba. Praktyki powinny odbywać się w okresach ciągłych (co najmniej 3 dni w tygodniu, przez co najmniej 2 tygodnie). Zaliczenie: prezes sądu potwierdza ilość dni roboczych, które kursant spędził w sądzie.”
- ustawa musi nałożyć na prezesów sądów obowiązek powierzania kursantom konkretnych zadań, zbieżnych z obowiązkami np. protokolantów, sekretarzy, asystentów sędziów. Jeśli miałoby skończyć się na wycieraniu korytarzy przez kursantów, to nie warto. Co najwyżej praktyka w sądach wojskowych i administracyjnych mogłaby się ograniczać do obserwacji posiedzeń. W zamian za usługi, jakie kursanci świadczyliby dla wymiaru sprawiedliwości, należałoby odpowiednio miarkować im opłatę za ten roczny kurs. Mimo że opłata należy się Izbie, a organizacją praktyk w sądzie powinien się zajmować prezes sądu, a nie Izba, to jednak 3 dni w tygodniu po 2 tygodnie - to jest poważne ograniczenie możliwości zarobkowania. Do rozważenia mogłyby być też jakieś diety wypłacane za okres praktyk z kasy danego sądu. Trzeba jeszcze pomyśleć co z tymi, którzy już podobne praktyki odbyli w ramach dotychczasowych aplikacji, np. sądowych czy prokuratorskich.
“KaŜda osoba, która spełniła powyŜsze wymagania (obecność na zajęciach, symulacja i mowa adwokacka, potwierdzenie odbycia praktyk w sądzie, substytucji), zalicza kurs i uzyskuje pełne uprawnienia adwokackie. Do wyeliminowania ewentualnych kandydatów nie spełniających zdaniem Izby wymagań do wykonywania zawodu słuŜy postępowanie dyscyplinarne na ogólnych zasadach.”
- a co jeśli symulacja, mowa i substytucje wypadły fatalnie? Innymi słowy: co zrobić z kimś, kto dobrze zdał egzamin pisemny, ale okazuje się kompletnie niezdolny do wykonywania zawodu. Czy to samo w sobie jest przewinieniem dyscyplinarnym? W izbach lekarskich jest coś takiego jak postępowanie w sprawie pozbawienia prawa wykonywania zawodu z powodu braku kompetencji. Wszczyna je rzecznik dyscyplinarny. Można się na tym wzorować i wyraźnie ustalić, że brak umiejętności jest przesłanką pozbawienia zawodu, ale wtedy wypadałoby takiej procedurze poddać wszystkich adwokatów, a nie tylko tych młodych.
Życzę powodzenia całej inicjatywie i zastrzegam, że mogę popełnić jeszcze kilka takich przydługawych wpisów.
October 10th, 2007 at
Widzę że zmierza to w kierunku Lekarskiego Egzaminu Państwowego (tzw. LEPu), który w zasadzie zastępuje prace magisterską i egzamin dyplomowy u lekarzy oraz jest przepustką do dalszej edukacji (specjalizacje).
Warto w tym miejscu pochylić się nad coraz śmielej podnoszonymi argumentami… za likwidacją LEPu.
Główne argumenty przeciw to:
- weryfikacja tych samych umiejętności po raz kolejny (już raz zweryfikowanych przez egzaminatorów w toku studiów)
- formuła pisemno-testowa nie oddaje w żaden sposób rzeczywistego przygotowania do zawodu. Jest jak w słynnym dowcipie: Zapytano 3 osoby w jakim czasie są w stanie nauczyć się j. chińskiego. Polaka mieszkającego od kilka lat w Chinach, profesora na katedrze lingwistyki daleko-wschodniej oraz studenta medycyny. Polak mieszkający w Chinach odpowiedział: to trudny język, jest kilka lokalnych dialektów - na to potrzeba co najmniej 5 lat. Profesor odpowiedział: są skomplikowane reguły rządzące tym jeżykiem, trudne pismo - na to potrzeba co najmniej 3 lata. Student medycyny odpowiedział: a kiedy sesja ??? Tak samo studenci medycyny przygotowują się do LEPu - stricte pod ten egzamin, tylko po to żeby “zdać, zakuć i zapomnieć”. Z późniejszymi umiejętnościami zawodowymi nie ma to kompletnie nic wspólnego.
- nieoficjalnie przewija się też argument iż nie ma sensu pozostawiać 20-30% absolwentów medycyny (bo tyle nie zdaje tego egzaminu) “na lodzie” (bo taki absolwent medycyny bez LEPu może powiedzieć o sobie co najwyżej “maturzysta”). Faktem jest że zwykłemu lekarzowi pierwszego kontaktu pracującemu w małym mieście, czy nawet na wsi - specjalistyczna wiedza z zakresu transplantologii czy genetyki nie jest do niczego potrzebna !!! Można nawet zaryzykować stwierdzenie że w wielu przypadkach, może on lepiej radzić sobie w swoim zawodzie, na swoim lokalnym “podwórku” niż jeśli na jego miejsce wysłać by profesora transplantologii czy genetyki !!! Nie każdy musi od razu być “orłem” we wszystkich możliwych dziedzinach (czego wymaga LEP), a i nawet “słabszy” lekarz znajdzie swoje miejsce. Tym bardziej że już sam tok studiów medycznych na pierwszych latach skutecznie eliminuje “o wiele mniej sprawnych umysłowo”.